02. Pitekantrop

Na twardy kamień wypluty z macicy
Powstaję prosto – choć nie jest łatwo,
Palce wyrosły na miejscu racicy,
Z dumą oznajmiam: jestem pitekantrop.

Okropny odór zionie mi z paszczęki
I zagon kudłów pokrywa me ciało,
Rozum nie z głowy płynie, ale z ręki
Mięsistej, twardej, zakończonej pałą.

Wiedza mnie boli, jak złamana noga,
Lecz umiem tyle – co do życia trzeba:
Czyli śmiertelnie w mordę walnąć wroga,
Albo mu włócznię wsadzić między żebra.

Nie znam na razie żadnego języka,
Wszak mojej myśli bym nim nie wyraził,
Dla tego, który mi błędy wytyka
Mam skuteczniejsze metody perswazji.

Nocą w jaskini przedłużam gatunek,
Za dnia próbuję polować na kąski,
Dla dziatków muszę zdobyć poczęstunek,
To są jedyne moje obowiązki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *