05. Rok szkolny

Gnają po grani grzbietu każdego z miesięcy,
Czasem zmęczeni grzęzną w mieliznach tygodni,
Gdy dzida w dziennik trafi, jak narzędzie zbrodni
I podmuch wiatru klęski swoje dzieło zwieńczy.

We wrześniu o kęs lata każdy gorzko jęczy,
W grudniu szukają wytrycha, żeby uciec z chłodni,
Na skraju wiosny wszyscy odpoczynku głodni,
By wreszcie czerwiec mógł się za wszystko odwdzięczyć.

I tak lata mijają, jak ziarnka różańca,
Po żniwobraniu pędzi kolejna szarańcza,
W małych, żółtych kurczętach rozkwitają kury.

Aż się dopełni w końcu ostatnia z koronek,
Ministrant do zakrystii odwiesi swój dzwonek
I niechybnie się zaczną dożynki matury…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *