11. Pan Ikar

Ikar:
Szczyt góry został za plecami gdzieś
Ja jednak żyję chociaż gruntu brak!
Jak laureat dumnie prężę pierś
I śpiewać mogę, że bratem mi ptak.

Tłum:
Patrzcie się ludzie: to anioł czy cud?
Hejże kowalu podnieś w górę wzrok,
Próżny się staje w młocie twym trud,
By lecieć podków nie przypniesz do rąk.

Ikar:
Z każdą sekundą zrzucam z serca strach,
Niech ci się boją, co głaszczą swój los,
Mnie tu nie sięgnie ni pręgierz ni bat
I będę żył gdy podpalą mój stos!

Dedal:
Synu! Kpić z życia nie możesz jak bies,
Człowiecze serce pompuje twą krew,
Na śmierci kosę nie szczekaj jak pies,
Ręką rozsądku trzymaj za swój ster.

Ikar:
Nie będziesz ojcze na skrzydłach mych grał
W dole twe miejsce pośród starych pryk
Tu jestem wolny, bez przekleństw i swar,
Nie będzie wodził za rękę mnie nikt!

Tłum:
Patrzcie do słońca uleciał jak ćma
W wolności świetle się spali na pył,
Stolarzu szykuj na trumnę już drwa!
Na powrót tutaj nie starczy mu sił.

Ikar:
Patrzcie się głupcy bo leci wasz król!
Gnijcie kolana i bijcie się w pierś,
Czas już najwyższy na zamianę ról,
Poeci hymny piszcie na mą cześć!

Dedal:
Zawracaj synu, powiedz sobie dość!
Do paszczy śmierci w skrzydła swoje dmiesz,
Synu wosk kapie! Synu Boga proś!
Synu mój synu! Nie słyszysz już mnie!

Ikar:
Co się stało? Czemu spadam w dół?
Choć lecę jeszcze na zboczu mych dni
Wiem że roztrzaskam się zaraz na pół.
Ojcze! Mój ojcze! Ojcze wybacz mi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *