17. Dwadzieścia osiem

Już się nawet nie cieszył, pomimo że zdrowy,
Bo dzwonek dzwonił, jak ten na katedrze,
On niby zamyślony, udawał, że mędrzec
Siwe włosy ukradkiem wyrywa mu z głowy.

Jak Minotaur korytarz przemierza państwowy,
Rzadko mu się przydarza, że okular przetrze
I słów krytycznych kilka pociśnie na wietrze,
Banalnych, ścierą czasu wytartych, nienowych.

Jeszcze się wódki czasem napije wieczorem
I lat dwadzieścia osiem wspomni w oślej ławie,
Zmarnotrawionych przed tym zbiorowym potworem…

Dwadzieścia osiem… przecież to jeszcze niewiele,
Ale wystarczy, żeby mógł być pewnym prawie,
Że już nie zdąży dobrym być nauczycielem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *