15. Pani profesor (kiepska)

Uśmiechała się rzadko – głownie do ważniejszych,
Jej kożuchy i suknie dawno wyszły z mody,
A makijaż z ironią ujmował urody,
Wzgardę budząc nawet u pokoleń wcześniejszych.

Bała się tych od siebie niby mniej mądrzejszych,
Dla których była pejczem, postrachem i wrzodem,
Bo zamiast wkładać mądrość, jak zupę pod brodę
Wibrowała w przestworzach – naokoło wiedzy.

Mogła zostać kucharą w barze byle jakim,
Lecz bałaby się pewnie obierać ziemniaki
I smażyć na patelni rozebrane woły.

Tak więc ambitnie – chociaż jakby od niechcenia
Pali na ruszcie lekcji młode pokolenia,
Bo dzisiaj wrzód jest trudno oddzielić od szkoły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *