Epitafium dla Jacka Kaczmarskiego

Jestem tu z wami! – Ja wilk wasz trójłapy,

Zawziętym strzelcom pokazuję swe kły,

Z lasów na łąkę wyciągam ochłapy,

Na żywej ranie pulsuje kropla krwi!

 

Pływałem po mitach na statku Telemacha,

Za ogień wątrobę zżerały mi sępy,

Z Ofreuszem szedłem po strupach i strachach,

Z Ikarem niebiańskie badałem ustępy,

Księgowej Owida piórem pisałem wiersz,

W Pomejach zastygły szczekał na mnie pies.

 

Jestem tu z wami – wilczysko rubaszne,

Szczęki wypchane najszczerszą z moich kpin,

Las był nasz zawsze – teraz łąki nasze!

Lepcie więc wilki wiersze z wolności glin.

 

Warczałem na władców skaczących przez płoty,

Jęczałem dzwonkami na błazeńskiej czapie,

Na Krymie wykpiłem caryckie zaloty,

Premiera głos milczał na śmiełowskim czacie,

W drodze do koryta próbując wspiąć się wzwyż,

A ja ich wszystkich chciałem wysłać na krzyż!

 

Jestem tu z wami! Ofiara gonitwy

Przed nagonką, gdzie kula wyje i strach,

Spragniony grzechu, spragniony modlitwy

Złowieszcze głosy wspominałem w swych snach.

 

Szukałem tu Boga z Bibilią i Rublowem,

Pod Golgotą wino piłem z Barabaszem,

Na Wieży Babel Bóg poplątał mi mowę,

A w Konfesjonale toczyłem bojarze,

Lecz Chrystus z mej ręki nie uniknął chłost,

Dla ciała – karnawał, a dla duszy – post.

 

Jestem tu z wami – wciąż niezakończony,

Lecz wyje czasem jak porzucony pies,

Kiedy wspominam wilczy ród stracony

Przewodników na których nadszedł kres.

 

Na koniu z Wysockim pędziłem przez Piekło,

Okudżawa poszedł przysłużyć się mitom,

Ciało Witkacego na obczyźnie legło,

Ja wszedłem podstępie w sarkofag Cogito,

By pamięć o Mistrzach nie poszła w siwy dym

Najkrwawszy mym sercem skreśliłem dla nich rym!

 

Jestem tu z wami – oglądam pejzaże,

Drzew symbolicznych, alegorycznych łąk,

Które wnet spłoną w ludzkości pożarze,

Zamilkną w krzyku ostatniej stypy mąk.

 

Na Sybir jechałem, z Sybiru wracałem,

Wodę życia mi dała Zatruta Studnia,

Na Goi z balwierzem żyłę otwierałem,

Pognałem orszaki w Samosierry turniach,

Sobaka skakała gdy oficer ją bił,

Synagogi ściany rozsypały się w pył.

 

Jestem tu z wami! Szalone wilczysko,

Wciąż nieuchronnie spragnione skoków w bok,

Nie ufam nadal złowieszczym psim pyskom,

Chociaż chce z nimi szaleć w rozkoszy łąk.

 

Alkohol od zawsze balował z mym piórem,

Rzygając po wódzie, rzygałem więc światem,

Trzeźwiałem powoli, by złapać za skórę

Wstrętną mordę kaca, który był mi katem,

I z jego szafotów wracałem żeby żyć,

Przeklinać i pisać, śpiewać i znowu pić.

 

Jestem tu z wami w historycznym lecie,

Z którego słychać przeszłych pokoleń jęk

A jego echo dreszcz po plecach niesie,

Niosąc przestrogę, klątwę, popiół i lęk.

 

Ja w czasach sarmackich stworzyłem warchoła!

Na sutych obrusach biesiłem docześnie,

Szyszaków, sygnetów  szukałem w stodołach,

Na elekcjach kreskę składałem boleśnie

I na drugą stronę zmieniałem słucki pas,

Wierząc że nadejdzie dla ludzi lepszy czas.

 

Jestem tu z wami – wilczysko kochliwe,

W stronę samiczki wyostrzam wilczy wzrok,

Nie baczę wcale, że ciało leciwe,

W stronę rozkoszy kierujęrówny krok.

 

U Felliniego ja byłem Casanovą,

Następnie księżniczkę swatałem z parobkiem,

Zauroczony Mickiewicza mową,

Z rękawa sypałem erotyki słodkie,

Gdym ujrzał Boginie, jak w świecie niesie wieść,

Podkuliłem ogon i skomlałem jak pies.

 

Jestem tu z wami – miłosierny wilczek,

Mojemu sercu zawsze bliski był brat,

Ostrzegałem was przed myśliwskim obliczem

Kiedy rozrywał na strzępy wilczy świat.

 

Ileż to szafotów musiałem postawić,

By rozum zacisnął pętle na głupocie?

Ileż dusz niewinnych starałem się zbawić?

A ileż skonało w bólu i sromocie?

Iluż pochłonęły: zaraza, trąd i mór

Wszak śpiewałem żeby nareszcie runął mur.

 

Jestem tu z wami! Lecz mrok już nadciąga!

To nie obława, a jeży mi się sierść,

Czuję jak klątwa mnie zżera od środka

I gapi się na mnie z kosą wilcza śmierć.

 

Przekpiłem już wszystko –  łącznie z własną śmiercią!

Zamknąłem swe życie w wierszydłach i pieśniach,

Czekam na kostuchę z bujną pełną piersią,

Wszak moje nie będzie skostniale obleśna,

Całe moje życie obracało się wspak

I po śmierci tego życia poczuję smak!

 

Jestem wciąż z wami! Lecz czemu tak lekko?

Na czas przybyłem… Tu nikt się nie spóźnia…

Wszystko w porządku… Wyśniłem swe Piekło…

Została na dole po mnie ciemna próżnia,

Płaczą gazety, lecz nie ma obawy,

Skończyły się obławy!

 

Szaleni myśliwi stanęli w pół kroku,

Umilkły skowyty posłusznej psiej sfory!

Pociągną saniami po strunie pomroku

Cztery czarne konie, przez lasy i bory.

Bezlitośnie płozy jęczą po kamieniach,

Jak grzechu wyrocznia schowana w sumieniach.

 

To wiersz mój ostatni! To moja przestroga!

Dla tych po pręgierzem i dla tych w purpurach!

Wciąż wyję umarły na drodze do Boga,

Ja śpiewak bezczelny wyrosły na murach.

 

Nie płaczcie więc po mnie wściekłe wilki młode,

Zduszone swym strachem, zaszczute strzelbami,

Przegniłe cierpieniem, obcej krwi wciąż głodne!

Ból z serca wykrzyczcie smutnymi wierszami.

 

Ja będę wciąż z wami! Ja wilk niepokorny,

Brzemieniem kłów śmierci obdarty z szaleństwa

I chociaż bezwładny, docześnie skończony,

Żył będę wciąż z wami w pamięci i pieśniach.

 

12.04.2004

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *