Śmigielska Krystyna – Kochanek pani Grawerskiej

Śmigielska Krystyna – Kochanek pani Grawerskiej

 

Kochanek pani Grawerskiej to druga książka autorstwa Krystyny Śmigielskiej, jaką miałem przyjemność przeczytać. Sądząc po samym tytule, możemy mieć wrażenie, że za chwilę zagłębimy się w kolejne romansidło. Jednak już na tym etapie autorka zaczyna grę z czytelnikiem. Ciężko jednoznacznie określić gatunek, do jakiego można zakwalifikować tę powieść. Najbezpieczniej będzie stwierdzić, że mamy do czynienia z literaturą międzygatunkową.

Tytułowa pani Marta Grawerska jest trzydziestoletnią, drugą żoną o wiele starszego, robiącego karierę polityczną Marka. W jego towarzystwie staję się dodatkiem do drogiego garnituru, który w towarzystwie ma ładnie wyglądać i drogo pachnieć. W domu jest, niemogącym mieć swojego zdania, obiektem zaspakajającym potrzeby seksualne męża. W zamian żyje na wysokim poziomie finansowym, zamknięta w symbolicznej złotej klatce. Z drugiej strony Marta jest niewykształconą podlotką, która dzięki swojej urodzie i wdziękom, w pewnym momencie złapała za nogi biznesmena, będącego w wieku jej ojca, mogącego zaspokajać  zachcianki młodej żony. Zatem już na starcie przed czytelnikiem staje bohater, któremu powinien współczuć, jednak z drugiej strony drwić z jego infantylności i sposobu, w jaki próbuje zdobyć swoje złote runo. W napełnianej przez jedną osobę szklance, zaczyna brakować miejsca i krople powoli się przelewają. Skapują w stronę próby uniezależnienia się i wzięcia życia w swoje ręce. Grawerska opuszcza swoją złotą klatkę i podczas pobytu w kawiarni, znajduje tytułowego kochanka. Jej życie odmienia się, jednak nie w sposób, który sobie wymarzyła.

Marek Grawerski jest uwikłanym w życie polityczne karierowiczem. Pierwszą żonę wymienia na znacznie nowszy model, którym zostaje Marta. Wredny i zakłamany kombinator na pierwszym miejscu stawia awans, zdobywając kolejne szczeble władzy. Przyjmuje strategię kurka na dachu, gdzie powieje możliwościami, tam się obraca. Ciążą jednak nad nim ciemne chmury zebrane podczas przekrętów, zrobionych w przeszłości.

Powieść rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Zdecydowanie negatywnie zostały przedstawione mechanizmy działające w rodzimej polityce. Asertywność wobec podwładnych i dążenie po trupach do wyznaczonego celu, a z drugiej strony pełna uległość wobec przełożonych. Mentalność karierowicza politycznego, w którego hierarchii człowiek jest na ostatnim miejscu. Kolejną płaszczyzną jest sfera uczuciowa i dążenie do odzyskania własnej tożsamości przez tytułową bohaterkę. Do głosu dochodzą także koledzy kochanka i była żona Marka.

Poza zagmatwanymi losami bohaterów, mocną stroną powieści jest też język, jakim się posługują. Autorka nie cenzuruje wypowiedzi polityków, którzy nie słodzą i nie owijają w bawełnę, zwłaszcza po wypiciu drugiej flaszki. Wciągnięci w politykę skurwysyny muszą się kochać i przy okazji nienawidzić, a swoje uczucia wyrażać swobodnym językiem.

Jeżeli chodzi o słabsze strony książki, to uważam, że zbyt późno został wprowadzony punkt kulminacyjny. Jednak po jego przekroczeniu czytelnik zostaje wynagrodzony serią zaskoczeń i trwa w niepewności już do końca.

Podsumowując – dostajemy całą galerię nieszczęśliwych ludzi (trochę jak u Czechowa w Trzech siostrach). Bogatych, biednych, oszukanych, zakłamanych, czy spadających z wysoka. Musimy się zastanowić, gdzie w tym całym tyglu jesteśmy my – czytelnicy. Zazwyczaj szarzy ludzie z czterdziestogodzinnym tygodniem pracy. Ile swojego życia możemy położyć na szali szaleństwa, a ile na szali rozsądku? Czy dalej chodzić na butach z płaskim obcasem, czy ryzykować złamanie nogi, wkładając stopę w podeszwę podkutą dziesięciocentymetrową wykałaczką? Pytań pozostaje wiele. Myślę, że dobrze będzie na nie odpowiedzieć po lekturze „Kochanka pani Grawerskiej”, którą oczywiście polecam.

Kasiuk Anna – W twoim cieniu

 

„W twoim cieniu” to trzecia książka Anny Kasiuk z serii „Oczami kobiet”. Poprzedziły ją „Ciebie szukam” i „Obok Ciebie”.

Tym razem autorka zaprasza nas do korporacji, w której sama zdobywała doświadczenie przez dwadzieścia lat. Główną bohaterką jest Agnieszka, skromna i nierozpieszczona jedynaczka, pochodząca z małej, fikcyjnej miejscowości Bieszczytki, osadzonej w malowniczych Bieszczadach. Po skończeniu studiów na wydziale zarządzania na jednej z krakowskich uczelni, wraca w rodzinne strony i podporządkowuje się oczekiwaniom matki, pracując w jej biurze rachunkowym. Jednak potajemnie przed rodzicami wysyła CV do warszawskich korporacji. Po pełnym zawodu oczekiwaniu,  w końcu zostaje zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną i zaraz po tym zatrudniona. Jej życie całkowicie się zmienia. Sama w obcym, dużym mieście, wynajmuje mieszkanie i rozpoczyna pracę w nowym dla niej świecie. Ambitnie znosi przeciwności losu i uparcie dąży do wyznaczonego przez siebie celu. Szybko przekonuje się, że nie będzie jej łatwo. Do tego zakochuje się w sąsiedzie.

Losy Agnieszki śledzimy jej oczami, poprzez wprowadzenie narracji pierwszoosobowej. Widzimy tylko tyle, co ona sama, obserwujemy jej wzloty i upadki. Poznajemy mechanizmy działające w korporacji, powszechnie znany nam wyścig szczurów. Poświęcenie podparte bezwzględną determinacją i dążeniem do wyznaczonego celu. Razem z bohaterką przeżywamy losy młodej dziewczyny, wyrzuconej, na własne życzenie, z ciepłego domu na głębokie i nieznane fale, która płynie, dryfuje, podtapia się, ale ciągle widzi suchy ląd, będący jednym z jej celów. Odskocznią od korpo staje się dla niej dom, a właściwie wynajmowane dwupokojowe mieszkanie i miłość. Niełatwa miłość, która trzyma czytelnika w napięciu. Autorka nie pozwala nam zapomnieć, że piękno rodzi się w bólach. Śledząc jej trudne decyzje, możemy się zastanawiać, co byśmy zrobili na jej miejscu.

Trzecia część „Oczami kobiet” wydaje się być najbliższa rzeczywistości. Myślę, że wiele młodych kobiet rozpoczynających karierę w korporacji, czy nawet pracujących tam dłużej, znalazło się w bardzo podobnej sytuacji, a losy niektórych z nich, mogły potoczyć się tak, jak Agnieszki. Uważam, że wspomniany realizm jest mocną stroną tej książki. Czynnikiem przyciągającym zapracowane panie z korpo i zachęcającym je do sięgnięcia po tę pozycję. Tylko czy po wielu godzinach spędzonych w nosie z laptopem, będą miały jeszcze czas i siłę czytać? Myślę, że mimo wszystko powinny się do tego zmusić. Przecież to jest powieść dla nich, a przede wszystkim o nich. Agnieszka, mimo że nieco odosobniona w książce, nie jest osamotnionym przypadkiem. Na pewno drzemie w niej przynajmniej jakaś cząstka tysięcy korposzczurek. Patrząc z innej strony, jestem przekonany, że wiele czytelniczek, a może też czytelników, widziało w swoim korpo Agnieszkę, zgarbioną w open space, czy jedzącą sałatkę w pokoju socjalnym.

Podsumowując, w trzeciej i ponoć ostatniej części cyklu, Anna Kasiuk pokazuje nam zupełnie inną kobietę, niż bohaterki w dwóch poprzednich tomach. Może nieco podobną do dziewczyny z jej wcześniejszego cyklu o Łowiskach, Majki. W książce zabrakło mi może trochę scen erotycznych, do których wcześniej przyzwyczaiła nas autorka. Mogłoby być także trochę więcej Bieszczad, ale to już moje subiektywne odczucie, z uwagi na sentyment i osobiste przywiązanie do tego regiony kraju, także w sferze literackiej. Powieść polecam wszystkim, którzy chcą się zagłębić w świat widziany kobiecymi oczami i zobaczyć w niej siebie, albo koleżankę zza biurka. Myślę, że czytelnicy dwóch poprzednich części nie potrzebują specjalnego zaproszenia.

Śmigielska Krystyna – Pokurcz

Powieść „Pokurcz” Krystyny Śmigielskiej przeczytałem pod wpływem pozytywnych reakcji koleżanek z grupy facebookowej związanej z literaturą.

Tytuł oraz okładka jednoznacznie kojarzyły mi się z obejrzanym horrorem, o chłopcu trzymanym w piwnicy i chodzącym w worku na głowie, który odstawał od rówieśników.

Tytułowy Pokurcz jest kulejącym dwudziestosześciolatkiem, przybyłym nad morze z odległej małej miejscowości, z zamiarem znalezienia tam pracy. Kacper Rawicz szybko ją podejmuje w jednej z kawiarni i mimo, że legitymuje się dyplomem ukończenia zasadniczej szkoły zawodowej, okazuje się osobą dobrze mówiącą w języku niemieckim, przez co doskonale dogaduje się z licznymi klientami zza zachodniej granicy. Między nim a córką szefa, Olgą, zawiązuje się mezalians. Pokurcz świadom swojej niższości, ostrożnie podchodzi to tego związku. Dziewczyna traktuje go dość instrumentalnie, a on nie wie, że gra toczy się zupełnie gdzie indziej.

Kompozycyjnie książką jest wspaniale przemyślana. Rozdziały nieparzyste opisują bieżącą akcję nad morzem, a parzyste retrospekcje z małej miejscowości, gdzie urodził się i wychował Rawicz, razem ze swoim przyjacielem, Władkiem Zamberem. Relacje łączące ich rodziny oraz patologiczne stosunki tam panujące, tworzą smutne i zarazem jakże prawdziwe obrazy. W tym betonowym świecie znajdujemy biedę, alkohol, drobne przestępstwa, kopulację i śmierć. W całość scala je trudna przyjaźń Zambera i Rawicza, którzy są bardziej braćmi, niż przyjaciółmi. Kochają się i nienawidzą, biją się i chronią.

Autorka prawie od samego początku prowadzi z czytelnikiem przemyślaną grę. Podsuwa pewne niewiadome, których musimy się domyślać. Co więcej, te zagadki podrzucane są na dwóch poziomach. Pierwszy dotyczy losów Rawicza nad morzem, które mają ogrom możliwości potoczenia się w różnych kierunkach. Drugi zakorzeniony jest w samej osobie Pokurcza. Po drodze, powoli dostajemy pewne wskazówki, ale jeszcze nie rozwiązania. Przybliżamy się, ale nie dotykamy odpowiedzi. Można powiedzieć, że z każdą kartką czytelnikowi rośnie ochota, żeby przenieść się pod koniec książki i przeczytać zakończenie. Jednak w trakcie powieści jeszcze wydarza się dużo dobrego i złego. Kolejne wskazówki, kolejne elementy układanki, trochę jak w klasycznym kryminale, tylko że tu nie szukamy mordercy.

Kreacje bohaterów także są mocną stroną tej książki. Konflikt wewnętrzny, a przede wszystkim tajemniczość głównej postaci. Pewnego rodzaju dwulicowość i wydawałoby się niedojrzałość Olgi. Poza tym zdegenerowani bohaterowie z rozdziałów retrospektywnych, w większości negatywni, żyjący tak, jak potrafią, bez wyższych pobudek czy celów. Można by sobie zadać pytanie, której z tych postaci powinniśmy kibicować?

Podsumowując, trzeba stwierdzić, że jest to bardzo dobra powieść. Czytelnik łapany jest w sidła dość szybko i nie puszczany do końca. Kolejne rozdziały przynoszą odpowiedzi, których wypatruje i na które czeka. Polecam wszystkim.

Duda Andrzej – Człowiek a nie człowiek

 

Autora książki „Człowiek a nie człowiek”, Andrzeja Dudę poznałem podczas Jubileuszu 25- lecia Studiów Literacko-Artystycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pół roku później wydał debiutancką książkę, którą, jak zaznaczył w posłowiu, napisał właśnie dzięki tym studiom.

Na okładce zarośnięty mężczyzna z odmrożoną skórą twarzy, jednoznacznie skojarzył mi się z kreacją filmową Leonarda DiCaprio. Ale przecież nie po okładce oceniamy książkę.

Tytułowym bohaterem okazuje się Markijan Sowa, wykształcony pół Polak, pół Ukrainiec. Po pogrzebie matki na Ukrainie, wraca do Gliwic i z dnia na dzień staje się bezdomnym, bez środków do życia. Z dużej wysokości spada na samo dno i próbuje się nie rozpaść na kawałki. Ze świata, który znał, zostaje mu do dyspozycji dworzec kolejowy, z którego i tak jest przeganiany. Z człowieka staje się nieczłowiekiem. Rozpoczyna ciężką walkę z ludźmi, przez których stracił cały dobytek, z głodem, zimnem, w końcu z samym sobą. Walkę w której nie ma zwycięzców, a jedynym sukcesem może być brak przegranych. Uczy się gospodarować resztką pieniędzy i tak dawkować racje żywnościowe, żeby skutecznie oszukiwać organizm. Traci telefon i jedynym kontaktem ze światem, jest poczta internetowa, z której korzysta w kafejce, także nie bez przeciwności. W tym bohaterze autor zamknął cierpienie, spowodowane przez niezawiniony upadek. Wszedł w psychikę człowieka, będącego nad samym skrajem przepaści, między ochłapami życia, a stanem kiedy jest już wszystko jedno. Skąd na wyciągniecie ręki ma w zasięgu rzeczy ostateczne.

Z drugiej strony pokazane jest środowisko miejscowych hanysów, ze szczególnym skupieniem na niejakim Krzysztofie Wiśniowskim. Autor stworzył bardzo mocny portret psychologiczny kolejnego upadłego człowieka. Tym razem wygląda on jak dziecko w ciele czterdziestokilkulatka. Zupełnie nie bierze odpowiedzialności za swoje decyzje, albo ich brak.

Oprócz bohaterów przygniatających czytelnika swoimi problemami, Andrzej Duda wprowadza pewne rozluźnienie, za pomocą cytowania zapisków. Jedna z bohaterek prowadzi sekretny dziennik. Nie jest on pisany wybitnym językiem literackim, za to zawiera różne zabawne sytuację. Drugim satyrycznym przerywnikiem są notatki policjantów. Posterunkowi, także piszą, tak jak potrafią. Do tego dochodzą zeznania światków, częściowo spisane, częściowo nagrane na taśmie. Kolejnym zabiegiem podnoszącym wartość książki, są dialogi gliwiczan wypowiadane śląską gwarą. Autor nie dodał słowniczka ani przypisów, ale z kontekstu wypowiedzi można się domyśleć o co chodzi.

W przedstawionej historii dotarcia na margines społeczeństwa, przeplatają się także kobiety. Jedna pozostała na Ukrainie i w marzeniach, a druga jest fizycznie obecna na dworcu, w której Markijan wypatruje ostatnią nadzieję.

Kompozycyjnie dostajemy kilka ujęć ludzkich nieszczęść. Akcja właściwa upadku Sowy toczy się w jesieni. Autor retrospekcjami powolutku doprowadza czytelnika do przyczyny jego opłakanej sytuacji, w której się znalazł.

Książka jest napisana bardzo poprawnym językiem, czyta się ją bardzo szybko. Kolorytu dodają wstawki gwarowe, sekretny pamiętnik, zapiski policjantów oraz maile. Są to niewątpliwe jej zalety. Poza tym kreacja bohaterów zasługuje na uznanie, ich tragizm i infantylność. Także do końca nie wiadomo, co się stanie z głównym bohaterem. Czytelnik czeka i snuje domysły. Być może stawia się w jego położeniu. Zastanawia. Największą wadą wydaje się jej objętość. Mogłaby być nieco dłuższa.

Podsumowując, powieść Człowiek a nie człowiek uważam za bardzo udany debiut książkowy Andrzeja Dudy. Mam nadzieję, że pójdzie za ciosem i będzie dalej pisał.

Fleszar Paweł – Powódź

Kryminał „Powódź” to debiut literacki  Pawła Fleszara, o którego recenzję zostałem poproszony przez samego autora.

Objętościowo dosyć krótka powieść, nieco powyżej dwustu stron, szczególnie biorąc pod uwagę, że w tym gatunku literackim, książki mają co najmniej trzysta. Ale oczywiście od ilości ważniejsza jest jakość. Tu niestety też możemy zauważyć pewne braki. Najprościej nazwałbym – powodzią bez wody. Zarówno metaforycznie, jak i dosłownie. Kraków tonie w wodzie, Wisła wylewa, a bohaterowie przez większość akcji chodzą suchymi nogami i bez nakryć głowy czy parasoli.

Kompozycyjnie powieść podzielona jest na siedem części, będących siedmioma kolejnymi dniami rozgrywania się akcji. Każda część rozpoczyna się notką prasową. Ciekawy zabieg, stanowiący pewien przerywnik w akcji właściwej, a przy okazji nie będący fabułą retrospektywną, co ma często miejsce w dzisiejszych kryminałach. Niestety mam wrażenie, że jest tych wstawek za dużo. Początkowy, dość mocny wstęp, dotyczy handlu kobietami oraz mrocznej strefy darknetu i do tego odnoszą się pewne późniejsze wątki. Natomiast zbyt rozbudowane aktualności pogodowe, a czasem też inne informacje prasowe nie wiele wnoszą, poza tym, że wytrącają czytelnika z rytmu.

Główna oś wydarzeń skupiona jest wokół Krisa, wojskowego i przyjaciela z dzieciństwa ofiary, prowadzącego śledztwo na własną rękę. Jego postać jest dość mocno zarysowana, ma też w sobie wewnętrzny konflikt. Może trochę brakuje cech negatywnych, jakiejś choroby psychicznej, której nabawił się na misji w Kosowie, jednak świętym nie jest, co jest niewątpliwie na plus.

W pierwszych kliku rozdziałach wkrada się niepotrzebny chaos. Chwilami trudno się zorientować kto jest kim. Myślę, że to efekt objętości. Akcja toczy się zbyt szybko, dostajemy tylko najważniejsze fakty. Czytelnik nie ma czasu na zapoznanie się z postaciami. Mogliby robić więcej rzeczy nieistotnych dla fabuły.

Przechodząc do głównego wątku, czyli do śledztwa zamordowanego Kuby, który rzekomo popełnił samobójstwo, trzeba pochwalić pomysł debiutującego w literaturze kryminalnej Pawła Fleszara. Do  samego końca ciężko znaleźć złoczyńcę, a i zakończenie niewątpliwe zaskakuje. Jednak sam przebieg poszukiwań przebiega zbyt łatwo. Brakuje ślepych uliczek, lewych sanek i przeciwności, to znaczy są ale dosyć delikatne, mało zdecydowane.

Elementami mającymi dodatkowo przyciągnąć uwagę czytelnika, są przewijające się w tle zespoły muzyczne oraz Kraków. Autor stawia na klasykę, typu Deep Purple, przywołuje też nazwisko dziennikarza muzycznego, Tomasza Beksińskiego. Sam Kraków jest pomieszaniem faktów z fikcją. Na przykład bohaterzy spotykają się w Morskim Wilku, będącym w rzeczywistości pubem Stary Port. Poza tym Wawel, mosty, Krakowska Akademia (ta współczesna, a nie poprzedniczka Uniwersytetu Jagiellońskiego).

Na słowa uznania zasługuje płynny język, jakim posługuje się autor. Powieść jest napisana jak najbardziej poprawną polszczyzną. Poszczególni bohaterowi używają charakterystycznych dla pewnych grup zwrotów (innym językiem mówią nastolatkowie, a innym wojskowi).

Podsumowując – debiut rządzi się swoimi prawami i tak, jak w tym przypadku, daje autorowi możliwość poprawienia się w przyszłości. Jestem też przekonany, że „Powódź” znajdzie swoich zwolenników, przede wszystkim w czytelnikach lubiących krótsze pozycje i pałających niechęcią do przeciągniętych i przegadanych scen, których tu po prostu nie ma (poza zbyt rozbudowanymi wstawkami prasowymi). Także myślę, że autor napiszę kolejną książkę, tym razem może trochę dłuższą, bardziej dopracowaną, poszerzoną o doświadczenia, których nabył po opublikowaniu „Powodzi”, czego bardzo serdecznie mu życzę!

Kasiuk Anna – Obok ciebie

Obok ciebie – kolejna pozycja w dorobku literackim Anny Kasiuk, w której opisuje burzliwy wycinek życia oczami pewnej kobiety, podejmującej decyzje pod wpływem czynników niezależnych od niej, a niezmiernie ingerujących w jej poukładaną od lat codzienność.

Książka została zakwalifikowana jako literatura obyczajowa i romans. Niewątpliwie prawidłowo. Niektórzy mogą ją podciągnąć także pod erotykę. Czytając Obok ciebie, oprócz wymienionych gatunków miałem wrażenie, że jest to rozbudowana przypowieść. Pewne przedstawione zjawiska, osoby, miejsca, czy sytuacje można odbierać na płaszczyźnie metaforycznej. Nieprzewidziane, a przy tym oczywiście niezaplanowane sytuacje życiowe, nie tylko zaburzają ustalony przez nas latami ład i porządek, ale potrafią wywołać niekontrolowane reakcje, którym nie do końca świadomie się poddajemy.

Główną bohaterką, której oczyma jesteśmy prowadzeni przez całą książkę, jest czterdziestokilkuletnia Izabela. Pielęgniarka, szczęśliwa żona lekarza i matka trójki dzieci. Wiedzie ona spokojnie, stateczne życie. Poza konfliktem z teściową wszystko w jej życiu układa się idealnie. W chwili, kiedy ją poznajemy, dowiaduje się o swojej chorobie. Nie jest ona śmiertelnie niebezpieczna, ale na tyle poważna, żeby pozwolić kobiecie spojrzeć na swoje życie z zupełnie innego, dotąd nieznanego punktu widzenia.

Podążając za Izabelą, jesteśmy zmuszani do postawienia się w jej sytuacji, zadania sobie pytania, co byśmy wtedy zrobili? Czy postawili wszystko na jedną kartę, czy starali się zachować rozsądek? Na ile jesteśmy w stanie zapanować nad kruchością życia? Postawy przedstawione przez autorkę pozwalają nam spojrzeć wstecz, do własnych przeżyć, do pewnych punktów kulminacyjnych, po przekroczeniu których nasze życie już nigdy nie było takie samo. Możemy się zastanowić i spróbować sobie odpowiedzieć na powszechnie znane pytanie: czy lepiej zrobić coś i tego żałować, czy żałować, że się tego nie zrobiło. Autorka zmusza do tego swoją główną bohaterkę, a za razem swoich czytelników. Powieść można, a myślę że nawet trzeba, odczytywać na głębszych płaszczyznach, niż tylko poprzez pryzmat przedstawionych prozaicznych wydarzeń, w których bierze udział Izabela.

Obok ciebie jest swoistą złotą klatką, w której jesteśmy bezpiecznie zamknięci i właśnie obok której przechodzi nasze życie. Nasze ukryte pragnienia, których się boimy zrealizować. Dylematy wyborów, podszyte z jednej strony strachem, z drugiej pragnieniem czegoś nowego, szczęścia, czy też rozkoszy, zmieniają swoje położenie, podyktowane wizją naszej przyszłości czy też zagrożeniem ze strony spraw ostatecznych.

Konstrukcyjnie powieść Obok ciebie jest prowadzona narracją pierwszoosobową. Wszystkie wydarzenia skupiają się wokół osoby głównej bohaterki, Izabeli. Poznajemy także jej rodzinę, koleżankę oraz obiekty wobec których będzie zmuszana podejmować trudne decyzje. Poza konfliktem buzującym we wnętrzu Izabeli, drugi zatarg pojawia się na linii synowa-teściowa. Pozwala on na zbudowanie dodatkowego napięcia. Całość napisana jest gładkim językiem, pozwalającym na sprawne zagłębianie się w treść książki. Dynamiczne, choć delikatne sceny erotyczne napędzają akcję, systematycznie dawkując napięcie.

Na zakończenie warto poruszyć jeszcze jedną kwestię. Mianowicie, czy jest to literatura kobieca, czy też adresowana głównie dla tej płci? Przypuszczam, że odbiór powieści przez przedstawicieli żeńskich i męskich jest różny, inaczej niż ma się to w przypadku innych gatunków literackich. Jednak w przerwach pomiędzy czytaniem kryminałów, sensacji, czy też poezji, warto się zorientować, co wyprawiają bohaterki romansów, choćby na możliwość odbioru literatury na zupełnie innych płaszczyznach. Takie doświadczenie bywa o tyleż zaskakujące, co przyjemne.

Puzyńska Katarzyna – Pokrzyk

Pokrzyk – już jedenasta część sagi o policjantach z Lipowa. Czytelnicy powinni sobie postawić pytanie: czy Katarzyna P. może ich jeszcze czymś zaskoczyć. Odpowiedź od dawna pozostaje niezmienna. Nieprzewidywalność rozwoju akcji, ale przed wszystkim zakończenia, od zawsze była jedną z najsilniejszych stron książek tej autorki.

Książka od samego początku trzyma w napięciu, rozdziały w większości zakończone na ostro, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić wcześniej. Wiele niewiadomych, czy też nawet tajemnic, stopniowo się wyjaśnia, często niespodziewanie. Poza akcją główną oczywiście toczy się dodatkowa, nieokreślona w czasie – kolejny zastosowany chwyt, który siedzi z tyłu głowy i pobudza wyobraźnie oraz każe snuć domysły. Podejrzanych, podobnie jak w poprzedniej części jest wielu. Autorka zgrabnie wyprowadza nas niejednokrotnie w pole.

Powieść podzielona jest na cztery części. Trzy tytuły zaczerpnięte z Boskiej komedii Dantego Alighieri, a ostatni to po prostu Pokrzyk. Nie mają one raczej większego znaczenia jeżeli chodzi o przebieg całej akcji, służą głównie wprowadzaniu dodatkowej akcji, a także nadaniu pewnej tajemniczości i mistyczności.

Z przytupem wraca do łaski Klementyna Kopp, sprowadzona lekko na margines w poprzednich kilku częściach. Jej postać jest niewątpliwie bardzo mocnym akcentem powieści. Charyzmatyczna, bezkompromisowa, wyrazista, z silnym konfliktem wewnętrznym, oczywiście tajemnicza i nieprzewidywalna, jak sama autorka.

Pozostali bohaterowie, poznani we wcześniejszych odsłonach sagi (Podgórski, Nowakowska/Podgórska i Strzałkowska) ponownie przeżywają rozterki, po raz kolejny przechodzą przemiany, a wszystko po to, żeby czytelnik miał możliwość wyrazić o nich swój osąd, pokochać albo znienawidzić, utożsamić się z poszczególnymi bohaterami lub postawić na nich kreskę.

Sam wątek kryminalny, który można powiedzieć, jest lekko dominujący, na tle społeczno-obyczajowo-miłosnym, jak zwykle mistrzowsko przemyślany i poprowadzony bocznymi ścieżkami. Do tego czuć pewną atmosferę grozy. Las, mrok, klaun, tajemnicze napisy na ścianach. A pośrodku tego wszystkiego samotny czytelnik, pociągany jak za sznurki.

Pokrzyk to moim zdaniem najlepsza część sagi od czasów Utopców. Mroczna, tajemnicza, trzymająca przez długi czas w napięciu, z mocno nakreślonymi charakterami bohaterów. Kawał dobrej, literackiej roboty. Pozostaje jedno pytanie: co będzie dalej?

Matyszczak Marta – Trup w sanatorium

Trup w sanatorium to szósta część Kryminału pod psem – autorstwa Marty Matyszczak.

 

Ty razem trójka głównych bohaterów ze Śląska udaje się na wakacje nad morze. Oczywiście dostają w prezencje bonus, czyli zagadkę kryminalną do rozwiązania. Trup znajduje się w sanatorium Krecik, w Świnoujściu, w którym Solański z Kwiatkowską mieli spędzić romantycznie czas, w towarzystwie trójłapego Gucia. Jasnym jest, że jeżeli denatka skończyła w solance, to sprawcę może znaleźć tylko Solański.

Akcja powieści toczy się w czasach obecnych oraz w 1977 roku. Autorka nawiązuje do Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej, na którym (poza Festiwalem Piosenki Studenckiej) debiutowały ówczesne gwiazdy, głównie z nurtu poezji śpiewanej czy piosenki aktorskiej. Przedstawione są nawet dokumenty inwigilacyjne tajnych służb z tego okresu. Choć sama FAMA nie ma znaczącego wpływu na przebieg śledztwa, to miło przeczytać nazwiska artystów, których dorobek muzyczny cenię bardzo wysoko.

Dostajemy klasyczny kryminał z podwójną fabułą i trzema narratorami. Przeszłość opisuje jedna z bohaterek, a czasy obecne narrator właściwy i oczywiście Gucio. Niezastąpiony Gucio, jak zawsze ubarwia akcję psim poczuciem humoru, do którego przyzwyczaił nas w poprzednich pięciu częściach. Z resztą zapowiedź wątków komediowych dostajemy już na początku, w nazwie reklamowanego proszku pomagającego w procesie wypróżniania.

W początkowej części powieści autorka bardzo trafnie komentuje natłok turystów zmierzających na wypoczynek nad polskie morze. W sposób trochę prześmiewczy krytykuje ten owczy pęd, w miejsce o niskim standardzie, wysokich cenach i jeszcze wyższym stopniu zaludnienia. Ja jako mieszkaniec miejscowości turystycznej (w prawdzie na drugim końcu Polski) znam z autopsji te dantejskie sceny opisane w książce.

Należy wspomnieć jeszcze o parze głównych bohaterów. Autorka nie pała sympatią do Róży Kwiatkowskiej. Jak zawsze jest ona poniewierana i poobijana. Analizując jej fizjonomię pod koniec książki, można by dojść do stwierdzenia, że składa się ona głównie z siniaków. Natomiast Szymon Solański jest głównym obiektem krytyki swojego trójłapego podopiecznego. Nie mają łatwo. Ale za to czytelnik ma ubaw po pachy.

Porównując Trupa w sanatorium do poprzednich części Kryminału pod psem, należy stanowczo stwierdzić, że autorka nie obniża lotów, jak ma to często miejsce podczas kontynuacji serii kryminalnych. Czytelnik jest prowadzony bardzo sprawnie przez akcje książki. Być może nie zaskakuje nas jakimiś nowościami, ale też nie nudzi. Powtarzają się pewne pomysły, czy też nawet schematy z poprzednich części, takie jak opisywanie miejsc odwiedzanych przed laty przez pisarkę, czy zbiegi okoliczności. Ale czemu nie korzystać, ze sprawdzonych sposobów.

Fani Gucia z poprzednich części na pewno nie potrzebują specjalnego zaproszenia do przeczytania kolejnych losów dzielnie walczącej grupy detektywistycznej. Pozostałym jak najbardziej polecam.

Wybiegając do przodu, jestem bardzo ciekawy, jak autorka wybrnie w kolejnej części, z tego co zainicjowała na końcu Trupa. Jest to niewątpliwe zaproszenie do niecierpliwego czekania na siódmą sprawę, z którą gotowe jest poradzić sobie tylko biuro detektywistyczne Solan.

Sitko Marcin – Rysiek Riedel we wspomnieniach

W ostatnich czasach obserwujemy spory wysyp wywiadów z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, zebranych w kilkusetstronicowe książki. W mojej osobistej kolekcji są już, między innymi, wywiady-rzeki z Markiem Piekarczykiem, Romanem Kostrzewskim, czy już ś.p. Zbigniewem Łapińskim.

Marcin Sitko zauważył, że brakuje w tym panteonie, wielkiej muzycznej postaci, jakim bez wątpienia był Rysiek Riedel. Ponieważ wszelka rozmowa z nim jest już niemożliwa, postanowił przemówić za niego, głosami rodziny, przyjaciół, dziennikarzy, ludzi związanych z przemysłem rozrywkowym.

Dla wszystkich fanów Dżemu i Ryśka jest to oczywiście pozycja obowiązkowa. Postać wokalisty opisana we wspomnieniach niemal pięćdziesięciu osób. Migawki z młodości, z koncertów, ze współpracy muzycznej, aż w końcu z nierównej walki i pobytów w szpitalach.

Spróbuję tę wypowiedzi skonfrontować z filmami „Skazany na bluesa” – Jana Kidawy Błońskiego, który z resztą pojawia się w książce oraz „Się macie ludzie” – dokumentu o Ryśku. Z wywiadów przedstawionych w książce, jasno wynika, że pierwszy film jest tylko oparty na losach legendy śląskiego bluesa. Wiele scen zostało opisanych, jako niemających miejsca w życiu muzyka, m.in. wymiana przez ojca zamków w czasie wesela, czy desperacki zakup strzykawki. W końcowych scenach dochodzi także do pojednania Ryśka z ojcem, jednak udzielający wywiadów raczej są zdania, że do takowego nigdy nie doszło. Natomiast w drugim filmie, tym razem całkowicie biograficznym, została przedstawiona postać Ryśka, trochę podobnie jak w tej książce. Z resztą część osób wypowiadających się w filmie, udzieliła także wywiadów do publikacji, tyle że czternaście lat później.

Książka zawiera wiele anegdot z życia artysty. Część z nich znałem wcześniej z wyżej wspomnianego filmu dokumentalnego, duża część nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Może poza epizodem, kiedy Pudel wywoływał ducha w mieszkaniu Riedlów. Poza tym z tych wszystkich wypowiedzi, a często jest to wprost powiedziane w podsumowaniu przez poszczególne osoby, wyłania się bardzo wyrazisty obraz piosenkarza, znany od dawna praktycznie przez wszystkich fanów zespołu. Czytając, miałem wrażenie, że jeden narrator przemawia głosami czterdziestu osób, które znały Ryśka w poszczególnych etapach jego życia. Jedyny odbiegający od schematu obraz, został nakreślony przez jednego z menedżerów Dżemu, w przedostatnim rozdziale. Poza obrazem samego piosenkarza, można się trochę dowiedzieć o powstawaniu niektórych piosenek, zarówno od warstwy tekstowej jak i muzycznej.

Osobiście czuję pewien niedosyt konkretnych anegdot, także uważam, że za mało muzyków (głównie z Dżemu) opisuje swoje wspomnienia. Tylko Beno i Gier udzielili wywiadów i to raptem tylko na kilka stron.

Jeżeli chodzi o samo wydanie książki, to jest ono solidne, w twardej oprawie i bardzo dobrze się czyta, tzn. publikacja się sama nie zamyka. Dodano nawet kolorową wstążeczkę, jako zakładkę. Książka zawiera wiele czarno-białych fotografii, jednak niestety większość z nich jest fatalnej jakości. Część bardzo ciemna, a część tak mała, że niewiele na nich widać. Wiadomo, że zdjęcia sprzed 40 lat nie były powalającej jakości i nawet takie stanowią cenne pamiątki, ale można je było choć trochę podciągnąć. Być może to uczyniono i nic więcej się nie dało. W każdym razie niestety jakość nie powala. Możemy być za to pewni, że wcześniej nie były one publikowane.

Ostatnim wielkim minusem, a w zasadzie pierwszym, jest dołączona płyta CD, którą wpakowałem od razu do odtwarzacza. I jakież mnie spotkało rozczarowanie, kiedy po niecałych dwunastu minutach przestała grać. Tylko dwie piosenki, za to nigdy wcześniej nie publikowane.

Podsumowując. Kupując tę książkę myślałem, że dużo więcej dowiem się o legendarnym muzyku. Trochę odgrzewanych kotletów (z filmu „Się macie ludzie”, czy z wywiadów na Youtube), za mało anegdot typu wywoływanie duchów przez Pudla, poza tym prawie jednolity obraz artysty i słabej jakości zdjęcia.

Nie mniej jednak nie żałuję, że zostałem szczęśliwym posiadaczem tej publikacji. Na pewno zawarta w niej obszerna treść dopełniła wyobrażenie o wielkim muzyku, jakim bez wątpienia był Rysiek Riedel.

Obserwacja

widziałem ludzi kuszonych przez diabła

jedni cerowali skarpetki sadzili kapustę jedli wodnistą zupę zagryzali chlebem choć ich zęby były rzadkie jak sukcesy

drudzy kopali małego psa na łańcuchu pili samogon kopulacja nie sprawiała im przyjemności – jednak szli na ilość

 

w niedziele kropidło konfrontowało wyprasowane dresy z zapachem naftaliny

 

a ja widziałem ludzi kuszonych przez diabła

rozciągnął skrzydła od wschodu prawie po zachód przez tę szparę wpadało trochę nadziei

srebrniki kapały jak częstomocz rzucili się zatem do nocników

 

kiedyś będą żałować oddanej duszy bez ekwiwalentu rozkoszy

ludzie których widziałem kuszonych przez diabła