Nieistotka

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Nieistotka

Nie można powiedzieć, że była. Bo może jeszcze jest! Nie należy także nadawać JEJ imienia, przypisywać do gatunku, czy rasy. ONA - koniunkcja tezy i abstrakcji. ONA - malutka część świadomości mieszka dość blisko, między horyzontem pamięci a lipcem, czy może październikiem. Wieczorem wypełza niby gaz łzawiący z zakamarków samotności. Czasem kąpie się w pianie z piwa, następnie wyciera w ręczniki przypuszczeń. Prosi o modlitwę i przekleństwo!

Niekiedy zaszywa się w liściach rozsądku, ale po kilku dniach zaczyna paskudnie szeleścić. Wtedy trzeba JĄ odkopać i delikatnie przytulić, tak jak przytula się samotność.

Kiedy się JEJ znudzą liście i kąpiele, osiedla się w cholewie tygodnia. Wtedy wychyla swój nieistniejący pyszczek i ssie nie wiadomo po co i co. Prawdopodobnie, choć nie wolno wygłaszać pochopnych wyroków, ssie niepewność.

Najbardziej uciążliwa jest, kiedy wchodzi na ścieżkę wojenną z rozsądkiem; okopy, błoto, szczury, choroby zakaźne i krew. Następnie upija się tryumfem. Nie mogąc zasnąć obraca się z boku na bok i tańczy z myślami. Nie do rytmu, ot tak! Wszak nie we wszystkim musi być profesjonalistką.

Rano zaczyna współpracę z bólem głowy. W drodze do pracy siedzi w kieszeni. Najczęściej traci wtedy metafizyczne wymiary. Jest grzeczna, bezbronna jak niemowlę, maleńka. Prawie JEJ nie ma, ale tylko prawie...

Jak spojrzeć na NIĄ z monitoringu czasu, zamiast trwać - pulsuje zaklęta w sinusoidę sprężyny. Ograniczona twardą datą przeszłości i asymptotą przyszłości. A przyszłość niepewna, ale sprowadza się tylko do dwóch przypadków:

Pierwszy, może nastąpić zmęczenie materiału. Wtedy i to bez wątpienia, sprężyna się urwie i zgnije w niskich rejestrach wykresu.

Drugi, bardziej złożony, mniej logiczny fizycznie niż metafizycznie, rozciągnie sprężynę w kierunku apogeum bytu i usztywni ją eliksirem szczęścia.

Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku zakończy się zimna wojna. Niepewność odjedzie na rumaku przypuszczeń w siodle domniemań za horyzont scholastyki.

Ale zostawmy proroctwa i wróżby w mrocznych zakamarkach możliwości. Na razie ONA pulsuje, chociaż niektórym może się zdawać, że los JEJ jest przesądzony i już niedługo legnie w trumnie pierwszego przypadku. Tak po prostu, tak po tyrańsku, bez fajerwerków.

Optymiści, czyli gatunek na zagrożony wymarciem, przez śmiertelną chorobę egzystencji są innego zdania. Mianowicie, chcą za wszelką cenę JĄ czule przytulić, całować długo, następnie wziąć za rękę i doprowadzić do źródła. Krystalicznie czysta woda pozwoli JEJ wzrosnąć, nabrać sił i trwać. Nie pulsować, ale trwać!

Jednak wyprawa po witrażach czasu w przeszłość wymaga długich przygotowań. Trzeba przecież ożywić słowa, ze zdań wymazać wyrazy wulgarne, wydziobać niepotrzebne znaki przestankowe. Delikatnie, lecz stanowczo wypolerować linię wypowiedzi. Zaangażować przyjaciół, żeby ponumerowali strony. Niepotrzebne dwa zaimki osobowe scalić w jeden patetyzm. A przede wszystkim trzeba stale obserwować ruch sprężyny. Kontrolować przy tym rozkład wykrzykników na stronie. Nienerwowo i systematycznie redukować ich frekwencję. Białe marginesy zapisać modlitwami. Monotonnymi lecz wytrwałymi, banalnymi lecz wzniosłymi. W międzyczasie siłą spokoju osiodłać pędzące akapity. Powolutku, a może nawet lepiej bardzo powolutku zmierzać do pointy. Kiedy dzieło będzie już gotowe nadejdzie najważniejszy ale zarazem najtrudniejszy moment oprawienia książki w okładkę faktu. W czasie introligacji trzeba oddychać delikatnie i uważać, aby się nie odurzyć klejem niecierpliwości. Nawet na chwilę nie można przestać wierzyć, że monotonny okres przygotowań może nie zaowocować wyprawą, To bardzo ważne! I bardzo trudne...

Miej więc Panie optymistów pod swoim dachem! Lecz nie rozpieszczaj ich ambrozją abstrakcyjnej nadziei, nie wpuszczaj na salony, aby się grzali przy kominku rozkoszy. Miej ich tylko pod Swoim dachem. Dachem zbitym z desek życiorysu.

A może się uda doprowadzić JĄ do źródła...

Wszak przy tym źródle spadała gwiazda, a ona zrodziła się z życzenia. Niewypowiedzianego życzenia. Szczerego życzenia. Niekontrolowanego życzenia. Z przypadku, który nie był przypadkiem? Być może nie był...

ONA - tam poczęta, niezmaterializowany fakt...

I chociaż może jest abstrakcją, taką cholerną Picassowską abstrakcją to wciąż pulsuje. Blisko... na wyciągnięcie ręki wspomnień, na długość wzroku myśli lub nawet bliżej.

Wciąż, wciąż, wciąż...

2003-09-17

Madison Bowey Womens Jersey