foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Epitafium dla Cliffa Burtona

w 20 rocznice śmierci

Kto mu pozwolił ot tak zejść ze sceny?
Czyżby kierowca z zamkniętą powieką
Rozciągnął duszę jak te struny cztery
Które pół życia miał zawsze pod ręką!

Autobus wsparty na klatce piersiowej
Szwedzki poranek postawił na nogi
I się zlecieli śmierci aniołowie
Nut smutne tony pozamiatać z drogi.

Wstał Cliff by wrócić z Europy do siebie
Nad własną trumną szedł w jeansowych dzwonach
Które mu biły na ziemi i w niebie
Kiedy grzebali gitarę Burtona!

Została pusta szklanka po smirnoffie
Dumny thrash metal ciężki jak marzenie
Słodki dym z trawy legendę opowie
Że Cliff wciąż stoi po lewej na scenie.

2006-09-27