foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Ballada o nim

 

Rozmawiałeś z nim długo
Przy whisky i coli
Gdy pił francę rudą
Mówił co go boli

Gdy patrzyłeś w te oczy
Choć szczersze od Boga
Nigdy byś nie chciał toczyć
Się na jego nogach

Potem ot tak dziewczynę
Mu wziąłeś sprzed księdza
By samotnie nad rymem
Długie noce spędzał

Dla niej już nic nie znaczą
Te lata te lata
Kiedy w południe na czczo
Widziała w nim brata.

Gdy pytałeś: kolego
Coś taki ponury?
W myślach śmiałeś się z niego
I patrzyłeś z góry

On ciągle lojalny
I wierny jak psina
Z dala zdrady kajdany
Przy tobie omijał

Zasłaniałeś rolety
Szybko wielokrotnie
Za każdym razem kiedy
Stał pod waszym oknem

A że nigdy nie miałeś
Wyrzutów sumienia
Zatem głośno się śmiałeś
Z tego czego nie miał


On już nigdy nie kochał
Postarzał się za to
I wspominał po nocach
Sprzed ćwierć wieku lato

Kiedy pytał cię szczerze
Gdy piliście Szweda
Co mu jeszcze zabierzesz
Czego sam ci nie dał?

Do dna duszkiem wypiłeś
I patrzyłeś po barze
- Już nic nie masz – stwierdziłeś
- Prócz młodzieńczych marzeń

Zostawił waszą parę
Tłumiąc serca bicie
Nastroił gitarę
I stanął na streecie

Już wie że marzeń nie zgrał
Z reżyserem losów
Wszak wśród was nie potrzeba
Długich siwych włosów

Żyje na bocznym torze
Nie kocha nie płacze
Poległ w życia ferworze
Jak niejeden facet

Który przecież mógł wiele
Gdyby nie zdrady
I jego przyjaciele
Wkręceni w układy

Nastroiłeś swe życie
On tylko gitarę
Aby uświadomić cię
Ile mu zabrałeś...

2015-08-31