foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Limeryki podhalańskie

Jurny juhas turystki zobaczył w Sromowcach
Z rozpiętym portkiem pędził już do nich w gumowcach
One kiedy go ujrzały
Wspólnie krótko skwitowały:
Twoje ambicje winny się kończyć na owcach!

W lecie o zachodzie słońca w Maruszynie
Cepr swą miłość wyznaje góralskiej dziewczynie
Ona wkurzona mówi stop!
A cóż z ciebie jest za chłop?
Przecież masz tylko jeden rozporek w porcinie!

Pewien młody turysta będąc w Myślenicach
Oznaki pożądania miejscowej przemyca
Subtelnie głaszcze po skroniach
Czule całuje po dłoniach
A ona myśli: chyba gustuje w dziewicach

Zapytali turyści bacę na Giewoncie
Co to za pięknego widać na horyzoncie
Najpikniejsa zec jes tu
Baca rzekł na jednym tchu
Pokazując turystom swoje rzutkie prącie

Cztery dziewicze panny leżąc na Harendzie
Rozprawiały przy wódce co to z nimi będzie
Baca usłyszał ich znoje
Chybcikiem zrobił co swoje
I teraz siedzą wszystkie jak kwoki na grzędzie.

Korek jak cholera się zrobił w Szaflarach
W busie wtedy się zwarła przypadkowa para
Choć ciasno było i twardo
On wtedy starał się bardzo
Ona się teraz zdobyć alimenty stara

Gdańszczanka zakochała się w Morskim Oku
Więc przyjeżdżała tutaj bez męża co roku
Po co wieźć drewno do lasu
Więc bez zbędnego balastu
Nie od wody w jeziorze miała mokro w kroku

Chciał Marynę z Poronina
Wychędożyć w połoninach
Z tej ochoty
Zdjął galoty
A Maryny kurwa ni ma!

30 lat chędożył baca pod Zawratem
Aż tu mu nagle przyszła wycieczka na chatę
On zdziwiony pyta
Czy chcą przewodnika
Oni chórem że przyszli wreszcie poznać tatę

Pan Adam bardzo znany w całym Piekielniku
Miłości do bliźnich w duszy miał bez liku
Kiedy tylko widział ucisk
Pędził z pomocą do ludzi
Wszak nie pozwolił się męczyć piersiom w staniku

Jak powiało pewnego razu halnym w Rabce
To zleciały na ziemię majtki jednej babce
Morał z tego przędą dzieje
By pamiętać gdy wiatr wieje
To bezpieczniejsze pranie w domowej suszarce

Czterej górale przy granicy w Chochołowie
Słowacką wódką piją swoje polskie zdrowie
Weszli na temat utopijny
Bo ich nękał problem Unijny:
Z którego kraju strażnik obudzi ich w rowie

Jadąc nocą kuligiem na Łysą Polanę
Turysta się żali że ma serce złamane
Baca w pełnym biegu
Go wrzucił do śniegu
Teraz to ma panoczek naprawdę przesrane

Podczas nocnej libacji na łące w Bustryku
Połknął turysta spory kawałek plastiku
Karetka i nosze
Chirurgiczne noże
I tak trup bohaterem stał się limeryku

Rodzice-amatorzy jeżdżąc na Kozińcu
Ponabijali sobie trzy tysiące sińców
Lecz duch ich bojowy
Pognał na Kasprowy
I teraz czwórka dzieci płacze w sierocińcu

Dwudziestoletni Józio mieszkając na Olczy
Przez całe życie lubił w nocy łóżko moczyć
Lecz razu pewnego
Rzekł ojciec: dość tego
I sztachetą od siebie oddzielił mu oczy

Brunatny niedźwiedź zimą odwiedził Kuźnice
Ludzie w domach zamknęli szybko okiennice
A niedźwiedź wszedł przez drzwi
I w żywe oczy drwi
Chwaląc się jakie w brzuchu chował tajemnice

Grupa turystów wczesnym rankiem w TPNie
Pije wino kupione w bardzo niskiej cenie,
Za mordy ich złapał leśniczy,
Co i jak szybko policzył
Wszakże tankować można, lecz na CPNie!

Cycatej Katarzynie z Nowego Bystrego
Dogodzić można było tylko na rodeo!
Bacę brała już cholera
Więc zatrudnił  inżyniera
I teraz ujeżdża konia mechanicznego