foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



O Kowalskim

Weźmy pierwszego z brzegu pana Kowalskiego,
Normalny człowiek, poza brzuchem - nic wielkiego:
Dwie ręce – tyle samo tych kończyn na dole,
Głowa – odgrywająca drugorzędną rolę,
Żołądek i wątroba zużyte książkowo,
Do tego parę włosów rozwianych nad głową.

Życiorys pożyczony, jak podrzędny trunek
Dzielnie zaadoptował na własny rachunek;
Dyplom, praca i pierwsza żona – bez rozwodu
Do tego dom rodzinny, w nim dwójka bachorów,
Żyje bardzo spokojnie, kłopotów unika,
Nie boi się proboszcza, ani komornika.


I chociaż czasem uśmiech mu mordę wygniecie
To wygląda, jak śledzie w na półce w markecie,
Zamknięte szczelnie w małym słoiczku istnienia,
Niemające mądrego nic do powiedzenia,
Tylko w cebuli leży wielce zawstydzony
A obok niego innych Kowalskich miliony.

W zasadzie mógłby umrzeć już jutro nad ranem,
Wszakże życie jest rzeźnią a on był baranem,
Ale nie zdołał życia naciągnąć na rogi
I wiekopomnej wzniecić (jak Neron) pożogi.
Zatem, czy póki zdrowie i Bóg nam pozwala
Warto poszukać w sobie troszeczkę cezara?

2011-03-22