foto1
foto1
foto1
foto1
foto1



Płód

 

Po szklance wódki nadchodzi przygoda,

Jak wiosna w marcu się stara panoszyć,

Następnie spływa zagęszczona woda

I drąży drogę do źródeł rozkoszy.

 

Cud połączenia wydaje się pewny,

Więc może wzrastać, jak pchły na kocurze,

A w między czasie autor pełen werwy

Stara się wetknąć w jego ciało duszę!

 

Najcięższa chyba jest chwila porodu;

Niepewność, jaką niosą narodziny,

Kiedy wychodzi nogami do przodu

Krzyczący z bólu koniec pępowiny.

 

Rośnie, znów rośnie, lecz tym razem Ego,

Które znienacka, niby grzech wpłynęło

I każe wielbić nam siebie samego

Bardziej, niż świeżo narodzone dzieło.

 

Następnie przyjdzie z wizytą rodzina,

Popatrzy, jakby się na tym coś znała,

Ramieniem wzruszy i głową pokiwa,

Ale miłością raczej nie zapała.

 

Potem znajomi się zbiorą przy wódce,

W pewnym momencie zrobią oczy wielkie,

Jakimi babcia przygląda się wnuczce

I zapytają o nową butelkę.

 

Wrogowie także, głównie z naszej branży,

Dla niepoznaki przybędą z żonami,

Popatrzą z miną kamienną na twarzy,

Komentarz rzucą - zgrzytając zębami.

 

A nam niedługo ból zacznie doskwierać,

Jak naciągnięte na pysku wędzidło,

Zatem musimy do pracy się zbierać,

Żeby napisać kolejne wierszydło.

 

2011-03-22